Rynek NewConnect bywa przedstawiany jako naturalny krok rozwoju dla ambitnych spółek. Jako „szybciej dostępna giełda” albo „szansa na kapitał bez oddawania firmy funduszowi”. To prawda, ale nie dla każdej firmy. Dla części przedsiębiorstw korzyści wynikające z obecności na NewConnect będą trudne do uzyskania, a same konieczne przygotowania mogą nie przełożyć się na poprawę funkcjonowania spółki. Dlatego zamiast odpowiadać na pytanie, jak wejść na NewConnect warto zacząć od tego, czy w ogóle powinniśmy starać się tam dostać.
Spółki, które szukają „szybkich pieniędzy”
Jeśli główną motywacją do wejścia na NewConnect jest:
- dziura w płynności wymagajaca pilnego zapełnienia
- potrzeba „ratunkowego” kapitału
- chęć spłaty zobowiązań, które już dziś ciążą spółce,
to giełda nie jest rozwiązaniem. Co najwyżej może być tylko odsunięciem problemu w czasie – o ile w ogóle uda się to zrobić. Proces przygotowania do debiutu trwa miesiące, kosztuje, wymaga stabilności operacyjnej i finansowej. Rynek kapitałowy nie lubi desperacji.
Spółki wchodzące na NewConnect „pod presją” zwykle pozyskują kapitał na gorszych warunkach, rozczarowują inwestorów, szybko tracą wiarygodność.
NewConnect to narzędzie rozwoju, nie koło ratunkowe.
Firmy bez ustabilizowanego modelu biznesowego
„Mamy świetny produkt, ale sprzedaż jeszcze się nie poukładała”, „przychody są, ale każdy miesiąc wygląda inaczej”. Można to często usłyszeć, a na wczesnym etapie rozwoju jest to zupełnie normalne. Nie wystarczy to jednak, gdy spółka chce iść na giełdę.
Rynek publiczny oczekuje przewidywalności, logiki w liczbach, możliwości wytłumaczenia, dlaczego spółka spodziewa się rosnąć.
Jeżeli przychody są incydentalne, marże nie są stabilne, a strategia zmienia się co kwartał, to inwestorzy nie mają się czego uchwycić. Giełda nie służy do testowania modelu biznesowego. Dlatego dobra kolejność to: najpierw dopracowanie modelu, potem rynek kapitałowy.
Spółki, których właściciele nie są gotowi na transparentność
Debiut giełdowy to nie tylko prestiż i kapitał. To również:
- raporty okresowe,
- komunikaty bieżące,
- pytania inwestorów,
- rynkowa weryfikacja funkcjonowania spółki
Jeśli właściciel nie chce dzielić się informacjami, traktuje spółkę jak „prywatny folwark”, oczekuje korzyści, nie oferując nic w zamian, to rynek publiczny będzie dla niego źródłem frustracji, a nie wsparcia.
Giełda wymaga dojrzałości właścicielskiej i zarządczej. Nie każdy jest na to gotowy.
Firmy, które nie mają jasnego planu na „po debiucie”
Jeśli na pytanie: „co ma się wydarzyć po debiucie?”, spółka odpowiada: „zobaczymy”, „rynek zweryfikuje”, „najpierw wejdźmy, potem pomyślimy”, to zdecydowanie za wcześnie na NewConnect.
Debiut to początek nowego etapu, a nie jego zwieńczenie. Brak planu oznacza chaos komunikacyjny, rozczarowanie inwestorów, presję kursową.
Rynek publiczny wymaga strategii. Od samego początku musi być jasno zakomunikowane, dokąd spółka zmierza.
Spółki, które nie chcą lub nie potrafią myśleć długoterminowo
Na giełdzie wszystko jest widoczne: wyniki, decyzje, błędy i plany. Jeśli zarząd skupia się wyłącznie na krótkoterminowych efektach, „ładnych liczbach” pod raport, reagowaniu zamiast planowania, to szybko może być zweryfikowany przez inwestorów i rynek.
NewConnect premiuje spółki, które:
- potrafią komunikować długofalową wizję,
- rozumieją, że zaufanie buduje się latami,
- są gotowe na konsekwencje swoich decyzji.
Zarówno giełda, jak i komunikacja z rynkiem to maraton, a nie sprint.
Debiut na NewConnect to przywilej, nie obowiązek
Podsumowując, NewConnect może być dźwignią rozwoju, narzędziem budowy wiarygodności, etapem w drodze na rynek główny. Ale tylko wtedy, gdy spółka jest na to gotowa, właściciele wiedzą, po co tam idą, a debiut jest elementem strategii, nie celem samym w sobie.
Najlepsze projekty giełdowe zaczynają się od uczciwej rozmowy. Czasem warto zdecydować, że „jeszcze nie teraz” i odpowiednio się przygotować, aby później przeprowadzić cały proces naprawdę dobrze.


